Zaznacz stronę

Proszenie się klienta o to, aby dostarczył dokumenty.

To praca frustrująca i zajmująca mnóstwo czasu. Bo można na różne sposoby:

  • bombardować go telefonami i sms-ami,
  • ścigać go przez różne mesendżery albo inne łotsapy,
  • pisać wielu maili w różnym tonie – błagalnym, władczym, wkurzonym,
  • napuścić pracownika, aby wybrał którąś z powyższych strategii i robił to sam.

Można też wprowadzać kary, procentowe, kwotowe, strzelać focha, czyli jak już klient się wreszcie łaskawie pojawi dziewiętnastego o godzinie 15, można mu wbić szpilę jakiś wrednym komentarzem, albo przez zaciśnięte zęby wymamrotać, że “szkoda, że nie przyszedł z nimi JESZCZE później, no bo Ty przecież nie masz prywatnego życia, bo Ty kochasz przed dwudziestym do północy w pracy siedzieć”. Są jeszcze inne sposoby wyrażania swojego wkurzenia, można psioczyć na klienta w pracy i trąbić na prawo i na lewo jaki z niego złośliwy, bezczelny w sumie i niereformowalny typ, można też żale wylewać i ulżyć sobie na różnych grupach księgowych na FB.

A potem podpierając się nosem ze zmęczenia usiąść do biurka, odpalić kompa (chociaż może on niemal nigdy nie jest wyłączany) i klnąc pod nosem, albo łykając łzy frustracji siadać do księgowania, aby chociaż przed północą do domu iść, no bo WIADOMO, że klient tego 20. podatki MUSI dostać, bo będzie kara albo klient się wścieknie, a wściekły klient to stres i ból brzucha z nerwów, więc lepiej sobie tego oszczędzić i mu te podatki podać. Bo jeszcze umowę wypowie, wiadomo. A tego większość księgowych boi się jak ognia, bo to oznacza, że księgowa kolegi okazała się lepsza, fajniejsza, nie to co Ty. Bo ona z uśmiechem na ustach po nocach pracuje, aby zdążyć……

A teraz wyobraź sobie taką wizję, bardzo Cię proszę, spróbuj. 🙂

Kilka porad na dostarczone dokumenty po terminie

Jest początek miesiąca, przychodzisz do pracy, odpalasz komputer, spokojnie księgujesz sobie tych klientów, którzy dostarczyli dokumenty. Zapewne jest ich kilku, tych co zawsze, solidnych, rzetelnych, punktualnych. Takich, którzy problemu z dotrzymaniem terminu na dostarczenie dokumentów nigdy nie mają. Do którego ten termin jest u Ciebie? Co masz zapisane w umowie? Piąty, siódmy, a może dziesiąty? No więc księgujesz sobie spokojnie, kolejni klienci dostarczają dokumenty, ci, którzy może spóźnili się dwa, trzy dni, też masz takich, prawda? No to księgujesz kolejnych, po kolei, jak przynoszą. Nie wybranych, tych co lubisz bardziej czy tych, których łatwiej się ich księguje. Nie. Lecisz po kolei. I tak spokojnie dzień za dniem. Jest piętnasty. Masz może zaksięgowanych 40%, może 50% klientów? A dwudziesty za pięć dni. Jeśli jeszcze nie włączyła Ci się panika, to już pewnie gdzieś w dole brzucha zaczyna pełgać stres i strach, że nie zdążysz, że nie dasz rady. Ale STOP, spokojnie! Nigdzie nie dzwonisz, nie smsujesz, nie piszesz maili. Czilałt. Czekasz sobie bez nerwów. A czemu spokojnie? No bo zapewne MASZ w umowie na usługi księgowe z klientem zapis, ze tylko terminowe dostarczenie KOMPLETNEJ dokumentacji przez klienta obliguje Cię do terminowego podania wyników i wysłania deklaracji. Masz, prawda? No to luz, nigdzie nie wydzwaniasz i nikogo się o nic nie prosisz. Bo nie TY masz problem. 😉 Nie TY, nie dotrzymujesz warunków umowy. NIE Ty poniesiesz konsekwencje tego postępowania. Czyż to nie sprawia, że już Ci lżej? 🙂 Zatem przychodzi ten magiczny dziewiętnasty, może dwudziesty. Pojawiają się ci klienci-luzacy, którzy po położeniu papierów na biurku od razu pytają o wynik i są zdziwieni, ze jeszcze ich nie zaksięgowałaś. Zamiast ich w myślach obdzierać ze skóry i rzucać po poćwiartowaniu hienom na pożarcie, łapiesz po raz kolejny luzik i spokojnie trzepocząc rzęsami, niewinnym głosikiem informujesz, że zaczniesz ich księgować w kolejności zaraz po tych klientach – mniejszych luzakach co pojawili się siedemnastego i osiemnastego i jak tylko zaksięgujesz to podasz wyniki. I tu zapewne usłyszysz oburzone: “Ale jak to??? Przecież dziś/jutro DWUDZIESTY, Pani chyba NIE ROZUMIE jakie to WAŻNE i że ja MUSZĘ przecież zapłacić podatki, prawda?”. Ależ Ty nierozumna jesteś, prawda? XD Tu możesz grzecznie odpowiedzieć: “Ależ tak, rozumiem, oczywiście, ze rozumiem. Dlatego bardzo polecam, aby ZGODNIE Z UMOWĄ, którą podpisaliśmy dostarczał Pan komplet dokumentów do tego i tego dnia. Wtedy ja na pewno zdążę podać Panu na czas wyniki. Teraz nie jest to możliwe. I koniec. SPOKÓJ, ŻELAZNY SPOKÓJ. Zero nerwów, pyskówek, słownych przepychanek. Bo TY jesteś górą, nie klient. Ty masz luzik, bo to klient ma w nosie Wasze ustalenia i nie trzyma się zasad, które wspólnie ustaliliście.

Czujesz to nadchodzą zmiany😉

Czujesz tę różnicę? W tej wizji, którą miałaś sobie wyobrazić oddajesz odpowiedzialność, czyli kartofla jemu prawowitemu właścicielowi. Czyli klientowi. Tak jak w szkole, czy to nauczyciel za Tobą biegał, abyś oddała zadanie domowe? Czy to Twój dentysta Ciebie błaga, ściga, szantażuje, abyś na przegląd zębów przyszła? A z autem? Czy to pan diagnosta Ciebie straszy karami jak nie przyjdziesz przeglądu auta zrobić? Nie, zapewne nie. Oni wszyscy mają to w nosie. No wiadomo, miło im jak się pojawisz, bo mogą zarobić, mogą nawet Cię pochwalić, że pamiętałaś, ale nikt z nich nie zamienia się w jakiegoś ekonoma czy kapo, który nad Tobą stoi i popędza, przypomina, upomina i nie wiadomo co jeszcze.

Zatem dlatego robisz to Ty? Oddaj kartofla jak najszybciej. Zobaczysz jak dobrze się poczujesz. A co dzieje się dalej, jest dwudziesty, wyniki niepodane, dwudziesty piąty, deklaracja niezrobiona. Czy to koniec świata?

Ciąg dalszy możesz przeczytać TUTAJ. 🙂

Natalia