Zaznacz stronę

Gdybyś miała pomyśleć o sobie, księgowej jak o posiłku, to jakim daniem chciałabyś być?

Hot-dogiem serwowanym za kilka złotych na stacji paliw, a może swojską pomidorówką w barze mlecznym, czy może pieczoną kaczką w restauracji?

Skąd pomysł, aby księgową porównać do jedzenia? To taki zabieg, abyś uświadomiła sobie, że możesz podjąć decyzję JAKĄ księgową chcesz być i potem świadomie dbać o swój wizerunek.

U mnie sprawdził się wybór, że chcę być tym daniem z restauracji. ? A to oznacza, że nie chcę być postrzegana jako tania i dostępna od ręki, na zawołanie. Bo to oznacza dla wielu niższą jakość, a co za tym idzie niechęć do płacenia więcej. Bycie tanią przyciąga też klientów, dla których cena jest najważniejszym wyznacznikiem i przy próbie jej podniesienia, nie ma co liczyć na specjalną lojalność klienta.

Gdy rozpoczynałam prowadzić swoje Biuro Rachunkowe, postawiłam chyba jak większość początkujących przedsiębiorców na niską cenę, dostępność i bardzo dużą elastyczność, co w praktyce oznaczało, że to klient decydował kiedy będę pracować, kiedy będę z nim rozmawiać, kiedy pójdę na urlop, itd. Moje potrzeby zostały zepchnięte w kąt, bo lęk przed brakiem pracy powodował, że szłam na ogromne ustępstwa. Myślę, że na początek to było zrozumiałe, nie znałam innej drogi, nie miałam szansy porozmawiać z kimś bardziej doświadczonym, brakowało też literatury w tym temacie (choć z perspektywy dwudziestu lat prowadzenia swojego biura nadal bardzo niewiele się zmieniło – widocznie obszar organizacji pracy w biurze rachunkowym nie jest ciekawym tematem książek).

Gorzej, jeśli lata mijają, a taka strategia prowadzenia Biura nie. Czyli nadal jesteś tym przysłowiomym hot-dogiem. ? Klient chce tu i teraz rozmawiać i bombarduje Cię telefonem – Ty po raz piąty odbierasz i wkurzona, przez zaciśnięte zęby odpowiadasz i doradzasz. Za darmo. Klient pisze maila o 15, że następnego dnia o 11 ma wizytę w banku i potrzebuje bilansu – wieczór masz już zorganizowany, wściekła, z chęcią mordu siadasz do pracy i do wieczora bilans machnięty, a co – TY nie dasz rady??? Klient dzwoni w sobotę o 19, Ty umordowana po całym tygodniu na kanapie Netflixa oglądasz – pauza, odbierasz telefon, aby usłyszeć pytanie o jego kod PKD – szybko logujesz się na CEIDG i sprawdzasz. Resztę wieczoru masz już do dupy. Jedziesz na wymarzony i wyszarpany z trudem urlop – słyszysz po powrocie kąśliwe uwagi klientów, że ZNÓW Ciebie nie było i ZNÓW byłaś niedostępna, a klient chciał akurat WTEDY, żebyś mu zużycie śmieci w jego firmie wyliczyła. Bo to przecież OCZYWIŚCIE praca dla księgowej. W ramach umowy na prowadzenie PKPiR, a jakże.

Nie chcę Cię martwić, ale i ja Ci teraz nóż w plecy wbiję – tą metodą nie zaskarbisz sobie szacunku, wolnego czasu, ani dobrych pieniędzy. Może się jeszcze łudzisz, że jak się jeszcze bardziej postarasz, będziesz jeszcze więcej pracować, a mniej odpoczywać, zrobisz więcej pracy za pół darmo, albo w ogóle za free, to klient to zrozumie, doceni i dobrze wynagrodzi. A figa z makiem! On to uzna za normę, za coś oczywistego, coś co mu się NALEŻY i każda Twoja nieśmiała próba zmiany tego status quo będzie budzić jego niezadowolenie i frustrację. Bo czemu miałby łatwo rezygnować z tego co wygodne, szybkie, tanie i od ręki?

Zatem porzuć strategię na hot – doga najszybciej jak się da! Zacznij od małych kroków, małych zmian. Na początek uwierz, że ta strategia prowadzi do nikąd. To droga ku frustracji, braku czasu, pieniędzy, często wypalenia, a nawet nieszczęścia. Gdy w to uwierzysz, zaufasz, że można, a nawet trzeba działać inaczej, to cała reszta będzie już dużo prostsza, bo najcięższa jest zmiana w głowie, w sposobie myślenia – to pierwszy krok ku przeorganizowania biznesu jakim jest Twoje Biuro Rachunkowe. Pisałam o tym także tu: Jestem Panią swojego Biura Rachunkowego. Mam czas.