Zaznacz stronę

Każdemu się zdarzają, nie urodził się jeszcze taki co by ich nie popełnił. Ja też się przed nimi nie uchroniłam. Pisanie o swoich wtopach nie jest sexi, nie jest też instagramowe i nie wygląda ślicznie na fejsbuku. Błąd ma raczej twarz nie wyjściową, kumpluje się blisko ze wstydem, a przyjaźni z wyrzutami sumienia. Przynajmniej tak to wygląda u mnie. Błąd nigdy nie kojarzył mi się dobrze. Bardzo przeżywałam wszelkie pomyłki, a zaczęło to chyba najbardziej objawiać się w szkole. Czułam strach przed błędem na klasówce i czerwonym  długopisem nauczyciela, bałam się recytacji wiersza, bo a nuż się pomylę i będzie obciach, umierałam ze wstydu przed śpiewaniem na lekcji muzyki, bo zafałszuję i wszyscy będą się śmiać, a Pani wstawi złą ocenę. W liceum było już dużo lepiej, bo trafiłam do szkoły społecznej, gdzie błąd nie był już powodem do drwin i samobiczowania się, ale raczej wstępem do rozmowy o obszarze, w którym czuję trudność i gdzie potrzebuję wsparcia. I takie właśnie podejście do popełniania błędów jest mi bardzo bliskie. Błędu jako wskazania obszaru do poprawy, do nauki i do usprawnienia.

Prowadzenie biura rachunkowego szczególnie silnie łączy się z ryzykiem popełnienia błędu – wiedzą o tym wszystkie księgowe.

Błędne zaksięgowanie kwot z faktury, błędnie odliczone 100, zamiast 50% VAT, źle wyliczony podatek, odliczony ZUS. Źle zinterpretowane przepisy i nieprawidłowo zastosowana obniżona stawka VAT . Pułapek na księgową czyha całe mnóstwo! I nie wiadomo jak bardzo będziesz się starać, sprawdzać po sobie dwa razy, czytać przepis pięć razy – prędzej czy później zaliczysz wtopę. I nie mówimy o tym CZY, tylko KIEDY. Bo to tylko kwestia czasu.

Przez dwadzieścia lat prowadzenia biura też wtop nie uniknęłam. Były niewielkie (źle wyliczona zaliczka na PIT, bo za szybko odliczony ZUS), średnie (przeoczony limit do kasy i utrata ulgi) i spektakularne (ZUA po terminie, wypadnięcie z chorobowego i utrata bardzo wysokiego zasiłku). Oczywiście jest polisa ubezpieczeniowa, jasne. I oczywiście ją wykorzystywałam i klient nie był stratny, ale nie ma polisy, która by mnie uchroniła od uczuć. 🙁 Te uczucia to  gigantyczny wstyd, poczucie winy, żal do siebie, wyrzuty sumienia, urażone własne ego, poczucie porażki zawodowej. Oj ciężkie działa mi serce wytaczało za każdym razem jak popełniłam błąd. I nie miało to serce nade mną żadnej litości. Potrzebowałam zawsze nawet kilku dni, aby do siebie dojść, przetrawić ten błąd i w końcu sobie wybaczyć. I najważniejsze- wyciągnąć wnioski! Bo przecież człowiek uczy się najlepiej na własnych (i cudzych) błędach!

Kiedyś miałam też dużo mniej tolerancji dla swoich mylących się pracowników. Nawet w swojej głupocie, o czym mi nawet wstyd mówić, miałam licznik błędów, gdzie za każdą pomyłkę mogłam go nacisnąć i bach – już błąd się zapisywał na koncie mojego pracownika. Masakra. Wściekałam się na ludzi, rozmyślałam jak by tu ich jakoś “ukarać”, jaki kij wyciągnąć, bo wiadomo – o marchewce nawet nie myślałam….

Co się przez te lata prowadzenia firmy zmieniło?

Złagodniałam. Przede wszystkim w stosunku do siebie. A to z kolei przyniosło  dużo  większą wyrozumiałość i akceptację błędów popełnianych przez inne osoby.

Bo błąd czy porażka kryje się za każdym sukcesem. Jak to powiedział Michael Jordan: “Przegrywałem i przegrywałem raz za razem. I właśnie to sprawiło, że osiągnąłem sukces”. Albo Winston Churchil: “Sukces polega na kroczeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu”. Kiedyś usłyszałam o fajnym przykładzie porażek na przykładzie dziecka uczącego się chodzić. Zanim zacznie to robić pewnie i bez upadków (zbyt wielu) to musi się setki razy przewrócić, wstać i próbować dalej. Natomiast my, dorośli mamy często tak, że po spróbowaniu czegoś raz czy dwa szybko rezygnujemy i dochodzimy do wniosku, że to “nie dla nas”, że się do czegoś nie nadajemy. I patrząc na to w ten sposób, daję sobie prawo do popełniania błędów, bo coś robię po raz pierwszy, bo pomimo szczerych chęci i ciągłego śledzenia przepisów, coś przeoczyłam, czegoś nie zrozumiałam, coś zrozumiałam źle i popełniłam błąd. A czasem przepisów o których muszę pamiętać jest takie mnóstwo, że nawet ciągle starając się być na bieżąco i uczestnicząc w szkoleniach czy Burzach i tak coś źle zinterpretuję. Ale przełykam gorzką pigułkę, poprawiam co mogę, wyciągam wnioski, poprawiam co trzeba aby na przyszłość tego błędu ponownie nie popełnić i …. idę dalej robiąc swoje.

Tego samego uczę swoich pracowników – uczenia się na własnych (i cudzych) błędach i wyciągania wniosków. Nie ma i nigdy nie będzie w naszej firmie karania za błędy, ucinania premii (których i tak nie uznaję) czy wreszcie płacenia odsetek. Promuję otwartość mówienia o swoich pomyłkach – rozmawiamy o nich na spotkaniach biurowych (tzw. teamworkach) i zastanawiamy się jakie procedury wdrożyć, aby nie popełnić ich w przyszłości! Idea karania za błędy jawi mi się jako absurd, który wręcz zachęca do ich kamuflowania! Lęk przed finansową lub inną odpowiedzialnością skutecznie zabija chęć rozmowy o swoich błędach, chęć dzielenia się z innymi i przestrzegania ich przed podobnymi sytuacjami w przyszłości. Według moich obserwacji wystarczającą “karą” jest ten wewnętrzny krytyk, który miesza człowieka z błotem, tyra i wprawia w paskudny nastrój. Nie trzeba NAPRAWDĘ jeszcze dodatkowego bata ze strony “mądrzejszego” przełożonego, albo wszelakiej maści “życzliwych” osób np. w grupie na FB.

I na koniec ciekawostka z branży lotniczej, która genialnie wyciąga wnioski ze swoich porażek. Wszystko co piloci wiedzą o lataniu bazuje na tym, że ktoś wcześniej latając zginął….. Lotnictwo ma nawet na to papier – załącznik nr 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym. Celem tej procedury jest znalezienie sposobu zabezpieczenia się na przyszłość przed błędami, a nie ukaranie pilota! Bo wyobraźmy sobie co by było, gdyby pilot prowadzący samolot, cudem unikający katastrofy z powodu błędu, który popełnił, ukrywał to przed światem z obawy przed karą! Ja bym miała poważne obawy przed podróżowaniem samolotami. I dokładnie tak samo bym się czuła korzystając z usług firmy, która tuszuje swoje błędy, nie informuje mnie o nich w celu uniknięcia odpowiedzialności………

Polecane lektury 🙂⬇

  • Rafał Żak – “Sztuka błądzenia”
  • Erik Kessels – “Ale wtopa!”

Pozdrawiam

Natalia Gorczyca